Deluxe Ski Jump jest dla Polaków grą szczególną – premiera najpopularniejszej, drugiej części gry zbiegła się ze sportowymi sukcesami Adama Małysza, przez co dzieło Jussi Koskeli zyskało w naszym kraju niemałą popularność; nielegalne kopie gry krążyły na trzy i pół calowych dyskietkach, zaś wyczyny (czyt. rekordy) niektórych zawodników były tematem telewizyjnych programów informacyjnych.
Wraz
ze spadkiem formy Mistrza zmalało zainteresowanie Deluxe Ski Jump;
przyczyna była dwojaka – po pierwsze, pojawiło się sporo
komercyjnych produkcji (dzieła RTL oraz L'Art), po drugie, fiński
deweloper przeniósł ideę gry w trzeci wymiar, co nie spotkało się
z przychylnością wielu graczy – DSJ 3, mimo iż posiadał
multiplayer, nie był najwyższych lotów: wtórny, obdarzony fatalną
grafiką i jeszcze gorszymi dźwiękami, był jednak dla Koskeli
milowym krokiem w jego programistycznym portfolio.
To
właśnie na silniku poprzedniej wersji gry Fin postanowił stworzyć
część czwartą. Z części trzeciej pozostawił bliźniacze menu,
strukturę rywalizacji sieciowej i... w zasadzie tylko tyle. Cała
reszta została ulepszona, czego efektem jest bodaj najbardziej
grywalna, od czasów DSJ 2.1, gra o skokach narciarskich.
Ale
po kolei. Na samym wstępnie należy napisać o rzeczy bodaj
najważniejszej. Wydawca gry, Mediamond, zmienił jej wizję –
wyimaginowane, futurystyczne skocznie zostały zastąpione kopiami
rzeczywistych obiektów, odwzorowanych pieczołowicie zarówno w
aspekcie wizualnym, jak i technicznym – gracze uzyskują wyniki
zbliżone do tych osiąganych przez prawdziwych zawodników, zaś
wirtualne rekordy poszczególnych skoczni są tylko nieznacznie
lepsze od rekordów rzeczywistych. To „przejście” jest pierwszym
krokiem DSJ na drodze prowadzącej od gry zręcznościowej, do
symulacji, oprócz tego umila samo granie i pozwala graczom
organizować kalendarz zawodów zbliżony do tego z Pucharu Świata.
Jednakże zmiana preferowanych skoczni ma także poważną wadę –
premierowa wersja gry zawierała tylko 8 skoczni, aktualna (oznaczona
numerem 1.2.1) pozwala skakać na 10 obiektach. Konieczność
pieczołowitego oddania wyglądu i parametrów technicznych skoczni
wymaga sporych nakładów czasowych, przez co gracze zmuszeni są
czekać miesiącami na nowy zestaw skoczni. Szczęściem, pod koniec
listopada 2012 roku zostanie wydana łatka sygnowana numerem 1.3,
która doda 7 nowych skoczni, co łącznie umożliwi nam skoki na 17
obiektach.
Drugim
poważnym krokiem na drodze ku realizmowi rozgrywki jest zupełnie
nowa fizyka lotu. Każdy początkujący gracz, rozpoczynając zabawę,
musiał czuć się, jak przysłowiowy Robert Mateja z jego
najgorszych czasów. Lądowanie na buli, to częsty widok, podobnie
jak upadki, które jednak ogląda się z dużą przyjemnością
(sic!) – zaimplementowana przez Jussiego fizyka „szmacianej
lalki” sprawia, że upadki naszego skoczka wyglądają nad wyraz
realistycznie i naturalnie – tak jakby ten od razu tracił
przytomność, bezwładnie tocząc się po zeskoku. Wyjście z progu
ciągle sprowadza się do umiejętnego kliknięcia oboma przyciskami
myszki w odpowiednim miejscu, zaś lot opiera się na korygowaniu
pozycji względem nart, czyli w teorii model ten nie odbiega od
fizyki lotu z DSJ 2.1 oraz DSJ 3. W praktyce jest o wiele bardziej
realistycznie. Skoczek w czasie lotu nie trzyma się sztywno swojej
pozycji, każdy najmniejszy ruch myszy przekłada się na zachowanie
zawodnika w locie, zaś nieumiejętne ułożenie się do lotu zaraz
po wyjściu z progu może skutkować lądowaniem na buli, bądź
upadkiem. I właśnie w tym aspekcie nowe DSJ czyni największy krok
ku symulacji – by opanować sterowanie, trzeba wyskakać
kilkadziesiąt skoków, ale i potem nie mamy gwarancji dalekich
skoków, gdyż gra, jak żadna inna w tej kategorii, premiuje
systematyczny trening.
Jussi
Koskela pozostawił nam swobodę w doborze komputerowych
przeciwników. Tak zwane boty zostały dodane dopiero w wersji 1.2,
i, niestety, nie mamy możliwości oglądania ich wyczynów podczas
zawodów, co szczególnie irytuje w sytuacji, kiedy ci uzyskują
wyniki nieadekwatne do panujących warunków pogodowych. Możemy
dowolnie kształtować ilość komputerowych przeciwników oraz
kalendarz zawodów, zaimplementowany jest także tryb rywalizacji
drużynowej. Zawody składają się z opcjonalnych kwalifikacji oraz
dwóch tur skoków, zaś zasady kwalifikacji do każdej z tur są
takie same, jak w rzeczywistych zawodach. Koskela nie zawarł w grze
trybu K.O., znanego z Turnieju Czterech Skoczni, a także
obowiązującego od kilku lat systemu punktacji za wiatr, jednak brak
tego ostatniego elementu należy oceniać pozytywnie.
Graficznie
nowy DSJ prezentuje się... Elegancko. Nie jest to grafika rodem z
FarCry, pełna detali i tekstur HD, nie jest to zarazem kanciasta
część trzecia. Styl graficzny jest oszczędny, otoczenie skoczni
jest miłe dla oka, zachwyca system świateł, który sprawia, że
skocznia nigdy nie wygląda tak samo, antyaliasing
oraz dowolność w wyborze
rozdzielczości skutecznie niwelują wszelkie kanty i wystające
piksele. Gra traci jedynie na detalach, które dla samej rozgrywki są
jednak zbędne. Duży przeskok dokonał się także w sferze
udźwiękowienia. W zasadzie w grze pozostał znany już od
pierwszego DSJ gong sygnalizujący możliwość rozpoczęcia skoku.
Cała reszta, to efekt sumiennie odrobionej lekcji względem DSJ 3:
dźwięk najazdu, wybicia, i lądowania jest naturalny, co więcej,
po samym szumie wiatru możemy ocenić jego siłę oraz wielkość
skoczni.
Tryb
multiplayer nadal pozwala zmierzyć się z prawdziwymi zawodnikami,
na serwerach mogących pomieścić nawet 200 graczy. Tryb
wieloosobowy jest dobrze przemyślany i wciągający, oraz, co warte
odnotowania, dostarcza zupełnie innych wrażeń niż skakanie w
samotności – taką odmienność zapewnia system ratingu, czyli skali punktowej pozwalającej ocenić poziom i możliwości zawodnika; każdy
dobry skok jest na miarę złota, bowiem dobra lokata podczas zawodów
zwiększa nas współczynnik punktowy, zaś ostatnie miejsca
odbierają nam sporo punktów. Liczbą startową jest 1000. Najlepsi
zawodnicy posiadają wyniki na poziomie 1400-1600, zaś na serwerach
zdarzają się także gracze dysponujący ratingiem w granicach 500
punktów. Trzeba jednak podkreślić, że granie w trybie multi
jest... subskrybowane. 3-miesięczny dostęp do serwerów, to wydatek
rzędu 40 złotych, 12-miesięczny abonament jest natomiast
nieznacznie droższy niż sama gra – kosztuje ok. 80 złotych. Nie
każdy preferuje zabawę wieloosobową, toteż taki zabieg ze strony
producenta wydaje się być uczciwym i zrozumiałym posunięciem.
Na
koniec pozostają pozytywne detale, takie jak automatyczne pobieranie
(i oznaczanie) rekordów świata, przechowywanie najlepszych wyników
zawodnika na serwerach producenta, duża customizacja wyglądu
skoczka oraz kąta kamery podczas gry, skoki zarówno na śniegu jak
i na igelicie, sympatyczna i inteligenta społeczność graczy (gdzie
większość stanowią Polacy), ciągłe wsparcie producenta – to
wszystko sprawia, że nowe DSJ, choć nie jest grą wolną od wad, w
pełni jest warte swojej ceny i poświęconego czasu.
|
|---|






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz